Forum Obywatelskie

Lista Obywateli

Archiwum Rządowe

Pliki do
pobrania

V Korpus Inwazyjny

Linia
Czasu

Pytania i odpowiedzi

Kanał
RSS

 
LOGOWANIE
login:
hasło:
rejestracja
WIELKAPEDIA
WOJSKOWA KOMENDA UZUPEŁNIEŃ
POLSKA MARYNARKA GWIEZDNA
 
WARTO ZOBACZYĆ
Kronika Wielkiej
OSO 2057 Kampinos
OSO 2058 Kampinos
OSO 2059 Kampinos
OSO 2061 Kampinos
OSO 2062 Wa-wa
Archiwa WRP

 
SMUTNA STATYSTYKA

Serwis przegląda:
0 obywateli
41 gości
 
FORMALNOŚCI

Kanał RSS
Nasze bannery
Szanowna Redakcja
Kontakt
Copyright
Materiały dla prasy
FAQ
Polityka prywatności
Napisz artykuł!
 
TECHNIKALIA

Serwis został zoptymalizowany dla rozdzielczości 6144x4096 oraz niższych:
do 1920x1080 stosowanych w zegarkach ręcznych i motopompach drugiej klasy
 
 

 

 

 

 

 

Forum Obywatelskie

Forum zawiera 3492 wypowiedzi w 17 tematach.

 
Aby uczestniczyć w dyskusji na Forum, musisz się zalogować | Poradnik Forumowicza

Temat: Akcja: Obywatel czyta << Wstecz 1 2 3 4[ 5 ] 6 7 8 9 10 11 12 13 14 Dalej >>
02.03.2062, 20:04 |


reczula
A ja myślałem, że ostatnie strony Ulissesa to hardkor... Ale nadal noszę się z zamiarem kupna.
02.03.2062, 21:13 |


Macer
[ostatnia modyfikacja 02.03.2062 21:19]


Ambrose:
Jak wam się podoba strona nr 1 utworu Finnenów tren?


To jest jakaś nowoczesna prowokacja czy barok?

Ja w tej chwili czytam "Cenę" Łysiaka.


"Proszę państwa, oto Eryk, Eryk dzisiaj jest weneryk.
Chętnie państwu łapę poda, nie chce podać?
Aaa, bo mu odpadła"
02.03.2062, 21:45 |


Ambrose
[ostatnia modyfikacja 02.03.2062 21:50]

Nowoczesna prowokacja to raczej nie jest, bo dzieło powstawało w latach 1922 - 1939.

A co sam autor miał na temat książki do powiedzenia:
"Dałem profesorom robotę na 300 lat".

A co do samego języka, to ma być to "panorama mowy we wszystkich felorach pod słońcem".
I dalej Joyce tłumaczy dziwaczność stworzonego języka: "Ulisses był książką dnia, Finnegans Wake jest książką nocy. Pisząc o nocy nie mogłem używać słów w ich normalnych relacjach. Słowa używane w ten sposób nie wyrażają nocnego stanu rzeczy w różnych jego fazach - świadomości, potem półświadomości, nieświadomości."


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!
02.03.2062, 21:48 |


Macer
[ostatnia modyfikacja 02.03.2062 21:48]

A, "Nusz f bżóhó" i te klimaty?


"Proszę państwa, oto Eryk, Eryk dzisiaj jest weneryk.
Chętnie państwu łapę poda, nie chce podać?
Aaa, bo mu odpadła"
02.03.2062, 21:52 |


Ambrose
Futuryści chyba ostentacyjnie i świadomie ignorowali zasady poprawnej pisowni, natomiast Joyce próbował stworzyć coś na wzór prajęzyka całej ludzkości. Zresztą o tym, co Joyce wyprawia w Finneganów trenie, istnieje cała masa artykułów, bowiem od wydania dzieła, świat obrodził w joyceologów .


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!
02.03.2062, 21:54 |


Macer
[ostatnia modyfikacja 02.03.2062 23:24]

No w każdym razie to jest ciut straszne. Nie jestem fanem takich dziwactw.

Ten Łysiak też jest straszny... Opowiada o śmiertelnie poważnym dylemacie, ale co chwila wtrąca śmieszne sytuacje i używa bardzo zabawnego języka ("Rozstrzelała filozofa salwa z kilkunastu źrenic" ).


"Proszę państwa, oto Eryk, Eryk dzisiaj jest weneryk.
Chętnie państwu łapę poda, nie chce podać?
Aaa, bo mu odpadła"
12.04.2062, 0:52 |


Ambrose
Tytuł: Rroaghr

Autor: obywatel Red_81

Fabuła:

Powieść, w pratchettowym utrzymana klimacie o przygodzie pewnego młodego drwala z plemienia Swargów o wdzięcznym imieniu Rroaghr, traktuje. Od raz zapytania o dziwaczne imię głównego bohatera uprzedzę i rzeknę jeno, że w księdze, wersji na temat jego pochodzenia, jest kilka (z czego wg mnie najciekawsza jest następująca: "Inni twierdzili, że gdy po trzech dniach narodzin syna świętowaniu ojciec Rroaghra przed kapłanem stanął, jedynie to w stanie z siebie był wydusić, zanim w świńskim korycie ukojenie żołądka sfatygowanego był znalazł."), a zdrobniale brzmi ona Rory. Młodzian ów, o niezbyt wysokich lotach umysłu wplątany zostaje, oczywiście bez swojej woli, w intrygę bogów, którzy walczyć ze sobą nie mogąc, swoje animozje za pomocą rąk śmiertelników postanowili wyjaśnić.

I w ten oto sposób autor zabiera nas w podróż arcyciekawą i równie zabawną po wielkiej krainie Allemanii. Dzięki uprzejmości narratora, również poza krańce znanego świata uda nam się wybrać, skąd zresztą sam Rory pochodzi. Śledzić nam przyjdzie losy ogromnego konfliktu, który w Cesarstwie wybuchnie, gdy pomazaniec boży, tj. sam cesarz życie swe straci.

Dzięki powieści dowiemy się także, jak się to stać mogło, że we wspomnianym kraju cały panteon bóstw przez wiarę w Jedynego i Wielkiego zastąpiony został. Światło dzienne ujrzy sekret jakim cudem Lucek, czyli były bóg spadających szyszek został tym owym Wielkim i Jedynym.


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!
12.04.2062, 0:53 |


Ambrose
W końcowych słowach rzeknę jedynie, że jest to (chyba?) oficjalny debiut naszego obywatela, którego znamy doskonale na podstawie jego rewelacyjnych artykułów. Licząca prawie 200 stron księga na pewno nie odstaje od najmocniejszych tekstów autora, co wydaje mi się, że dość jasno powinno zobrazować, z jaką dawką śmiechu możemy mieć do czynienia. Samą książkę możemy nabyć w wersji papierowej (24 zł) oraz e-book'a (12 zł). Jak widać cena, szczególnie wersji elektronicznej nie jest powalająca i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że czas spędzony na lekturze jest wart tych 4 odżałowanych piw, za które książkę nabyć można.

Zainteresowanych odsyłam tutaj:
http://www.mybook.pl/6/0/bid/219

A jeśli nie chcecie kupować kota w worku, nie ufacie moim pochlebnym recenzjom, uważacie, że całość to pułapka, sądzicie, że jestem tylko przekupionym agentem, to zapraszam do zapoznania się z fragmentami powieści:
http://www.rroaghr.buracka.pl/ [link można zresztą znaleźć na łamach naszego serwisu]


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!
12.04.2062, 23:58 |


Gargamel
czytałem, posiadam papier z bardzo osobistą dedykacją.

generalnie uśmiałem się czytając. może przez to, że czytałem spijając browary, wylegując się w hamaku pod drzewkiem. wyśmienita lektura dla nietrzeźwych dekadentów. niesamowita łamigłówka składniowa.

mało tego, chodzą przecieki, że Red płodzi takich smaczków więcej... ale nie pamiętam dokładnie. nietrzeźwy byłem.

sam aktualnie brnę przez zbiór "najpiękniejsza dziewczyna w mieście" Bukowskiego. jak dotąd wszyscy bohaterowie nietrzeźwi. bardzo.




jestem odpadem atomowym
-- v2341 AtBioCh --
13.04.2062, 0:35 |


Ambrose
[ostatnia modyfikacja 13.04.2062 0:35]


Gargamel:
czytałem, posiadam papier z bardzo osobistą dedykacją.



Nie wiem, co to znaczy bardzo osobista dedykacja, ale na swoim egzemplarzu również kilka słów od autora do mnie skierowanych, posiadam .


Gargamel:
generalnie uśmiałem się czytając. może przez to, że czytałem spijając browary, wylegując się w hamaku pod drzewkiem. wyśmienita lektura dla nietrzeźwych dekadentów. niesamowita łamigłówka składniowa.



Rzeknę tylko, że na trzeźwo, bo w takim stanie przyszło mi czytać, lektura jest równie atrakcyjna.


Gargamel:
sam aktualnie brnę przez zbiór "najpiękniejsza dziewczyna w mieście" Bukowskiego. jak dotąd wszyscy bohaterowie nietrzeźwi. bardzo.



Ch. Bukowski - jest na mojej rozpisce. Ja póki co delektuję się pozycją "Wielkie wygrane" Cortazara.


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!
13.04.2062, 15:07 |


Macer
Ambrose, zachęciłeś mnie do Lema. Zacząłem od "Dzienników gwiazdowych", i, muszę przyznać, jestem zaskoczony. Spodziewałem się czegoś ponurego, ciężkiego, a tutaj sobie pan autor po prostu robi jaja z ścifi. Ogólnie podoba mi się, styl pisania jest nawet podobny do mojego (też się lubię bawić w skomplikowane zdania, imiesłowy itp.), czasami udaje mi się zrozumieć jakieś głębsze przesłania


"Proszę państwa, oto Eryk, Eryk dzisiaj jest weneryk.
Chętnie państwu łapę poda, nie chce podać?
Aaa, bo mu odpadła"
14.04.2062, 0:52 |


Ambrose
Cieszę się niezmiernie. "Tragedia Pralnicza" to sprawa wręcz niesamowita. A jeśli spodobają Ci się przygody Ijona, to mogę jeszcze polecić "Pokój na Ziemi", "Wizję lokalną" oraz "Kongres futurologiczny". Wy wszystkich pozycjach Tichy odgrywa pierwsze skrzypce, a książki z jego personą są utrzymane w tym właśnie kpiarskim klimacie, który tak przypadł Ci do gustu.


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!
14.04.2062, 1:36 |


Macer
"Wizję lokalną" już mam, to przeczytam, chociaż wolałbym jakąś dłuższą powieść. Ostatnio przeczytałem jeszcze ze ścifów "Do gwiazd" (oryginalny tytuł, nie?) Rona Hubbarda. Opowiada o podróżnikach na wielkich odległościach rzędu kilkudziesięciu lat świetlnych. Z powodu "kurczenia się" czasu przy prędkościach podświetlnych są wyrwani z życia - pojawiają się na Ziemi raz na kilkaset lat, więc świat już zdąży się kompletnie zmienić, nie mają też poza swoim statkiem znajomych. Pomysł jak dla mnie porywający, wciągnąłem się na kilka godzin.


"Proszę państwa, oto Eryk, Eryk dzisiaj jest weneryk.
Chętnie państwu łapę poda, nie chce podać?
Aaa, bo mu odpadła"
14.04.2062, 23:11 |


Sir_Ace
[ostatnia modyfikacja 14.04.2062 23:12]

Czytam całkiem sporo mniej i bardziej ambitnego SF i jeśli chodzi o czas, po części urzekła mnie powieść pt. Nieulękły. Typowa do bólu space opera. Coś jak bardziej militarystyczny Star Trek z jednym ciekawym faktem - wreszcie jakiś pisarz zauważył, że kosmos jest "raczej spory" i im dalej jesteśmy od obserwowanej akcji, tym bardziej przestarzały mamy na nią widok (ogląd i wiadomości docierają do nas z pewnym opóźnieniem). Ciekawie czytało się o układaniu taktyki - wszystkie rozkazy wydane z kilkuminutowym wyprzedzeniem (dla każdej jednostki innym), zgranie w czasie, niemożność reagowania na poczynania wroga i oglądanie walki, która tak naprawdę już miała miejsce. Trochę jak w turowych grach strategicznych.
Przyjemny przejaw realizmu (zwłaszcza że reszta powieści była przeciętna).


Przywróćmy Bojówki Oazowe!!!
Pierwszy głosiciel idei Łosia
Sir_Ace Herbu Wyrwikufel
Peace and Beer and Heavy Metal
15.04.2062, 14:57 |


Ambrose
Autor: Sławomir Szuty
Tytuł: Ruchy

Krótko o książce:
Akcja rozgrywa się w "kolejowej mieścinie na rubieżach czasoprzestrzeni", gdzie "bieg rzeczy dawno utracił swój linearny charakter". Narrator snuje tutaj groteskowe opowieści o tytułowych ruchach, które bohaterowi wykonują przy prokreacji. W sumie, szczerze powiedziawszy, to chyba wszystko, co o księdze owej można powiedzieć. Przypadkowi ludzie, przypadkowe miejsca, przypadkowe miłostki, które wyrażane są głównie poprzez kopulację.

Moja opinia: W książce nie doszukałem się żadnego przesłania. Na siłę można chyba stwierdzić, że jest to próba krytyki naszego współczesnego stylu życia, w którym seks umieszczony jest na piedestale, staje się wartością centralną.


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!
16.04.2062, 18:12 |


Nikator
Czytał ktoś książki Petera Englunda?


Porucznik Polskiej Marynarki Gwiezdnej

Nikator: NOWI, STARZY... A gdzie mnie wpiszesz?
gladwik: Do starych. A do tego stetryczałych.

Basia o mnie: Przekornik.
18.04.2062, 14:51 |


Macer
Właśnie przeczytałem w "Dziennikach" o tym eksperymencie z ewolucją... Ależ ten gośc miał niesamowitą wyobraźnię!


"Proszę państwa, oto Eryk, Eryk dzisiaj jest weneryk.
Chętnie państwu łapę poda, nie chce podać?
Aaa, bo mu odpadła"
03.05.2062, 16:19 |


Ambrose
Autor: Stanisław Lem

Tytuł: Pokój na Ziemi

Recenzja:

"Pokój na Ziemi" to kolejne fantastyczne dzieło polskiego tytana science-fiction, filozofia, etyka i myśliciela, Stanisława Lema. Fabuła książki osnuta jest wokół trwającego na Ziemi wyścigu zbrojeń, osiągającego rozmiaru absurdu, czyli formy w której Lem się lubował i której to można śmiało nazwać go mistrzem. Skoro jest i absurd, pojawić się musi i jego nieodzowny lemowy towarzysz, czyli Ijon Tichy, egoman ekscentryk i gwiezdny podróżnik, doskonale znany z powieści: „Wizja lokalna”, „Dzienniki gwiazdowe” oraz „Kongres futurologiczny”. Jak już wspomniano, na Ziemi walka o zbrojną dominację trwa w najlepsze. Konstrukcja wszelakich machin do zadawania bólu bliźniego, rozwój technologii mających na celu uprzykrzenie życia, osiągają taki kunszt, że nie sposób już rozstrzygnąć, czy ciągle padający deszcz, przeplatany huraganami to dzieło złośliwego sąsiada, czy też zwyczajny kaprys pogody. Świat zaczyna z wolna przypominać jedną wielką bombę, minę, na którą lada chwila ktoś nadepnie, nie pozostawiając ani grama ludzkiej tkanki na całej kuli ziemskiej. Arsenał jest już tak potężny, że biedną planetę matkę można by kilka razy obrócić w pył, a i tak zostałoby jeszcze całkiem sporo. Mocarstwa mają się zatem w ciągłym szachu, ciągle jednak muszą dbać o rozwój swoich broni, by móc szachować przeciwnika, by nie wypaść z obiegu, by mieć nadzieję, że sąsiad nie odważy się na wymianę ciosów, skoro jesteśmy w stanie odpowiedzieć mu równie silnym łupniem. Jednakże zbrojenia pochłaniają coraz większą liczbę gotówki, pojawia się też coraz więcej przeciwników rozwiązań siłowych, jednym słowem machina wojenna zaczyna ciążyć każdemu z uczestników wyścigu.


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!
03.05.2062, 16:19 |


Ambrose
Ludzie, jako rasa na wskroś kreatywna, znajdują wyjście i z tej jakże trudnej sytuacji. Decyzją wszystkich, podpisana zostaje nowa konwencja genewska, na mocy której państwa decydują się przenieść całych swój arsenał na Księżyc. Biały glob zostaje podzielony na stosowne sektory, należące do każdego z krajów, w których to można umieścić dowolną ilość wojskowego sprzętu własnej produkcji. Co jednak najciekawsze, sprzęt ten zdolny jest do samodoskonalenia się oraz powielania się. Nad wszystkim, swoim czujnym okiem, czuwa specjalnie na tę okazję powołana Lunar Agency. Do niej też należy się również zwrócić w przypadku, jeśli chcielibyśmy sprawdzić stan naszego uzbrojenia, czy też użyć jednej z naszych zabawek. Dzięki takiemu zabiegowi, całkowicie wyeliminowana zostaje możliwość ataku z zaskoczenia, zatem Blitzkrieg staje się już historycznym hasłem, o którym możemy jedynie poczytać we wszelakiej maści księgach historycznych.

Idea piękna, jednak jak to z ludzkimi pomysłami bywa, coś musiało pójść nie tak i całość nie działa aż tak dobrze, jak to sobie zaplanowaliśmy. Chociaż będąc upartym, za całe zamieszanie obwiniać można, ba, nawet należy jedynie czynnik ludzki. Niedługo po zakończeniu całej, skomplikowanej operacji, w umysłach co poniektórych jawić się zaczęły wątpliwości, czy aby na pewno rozwiązanie sprawy w ten, a nie inny sposób było słuszne. Wątpliwości te w sposób sprytny były podsycane przez producentów broni, którzy jak na to nie spojrzeć, na całej akcji stracili zdecydowanie najwięcej. Za ich to przyczyną, świat zaczęły obiegać niepokojące informacje, jakoby wojskowe systemy księżycowe zbuntowały się przeciwko całej sytuacji, a bunt swój chciałyby przypieczętować dosadnie, czyli w najlepszym, iście filmowym stylu, tj. rebelią na bezbronną, pozbawioną jakiejkolwiek osłony, Ziemię. Pikanterii całemu zamieszaniu dodawał fakt, że sondy wysłane przez Lunar Agency, które miały zbadać całą sytuację, nie wróciły.


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!
03.05.2062, 16:20 |


Ambrose
Wydaje się, że jest to znakomity moment, by przerwać toczącą się opowieść i zachęcić czytelnika, by z dalszą częścią zapoznał się sam. Rzec można jeszcze jedynie, że oczywiście możliwe jest tylko jedno rozwiązanie całej sprawy i rozwiązanie to zostanie wcielone w życie. Na bezstronnego ambasadora ludzkości, nie zamieszonego w żadne polityczne gierki, zostaje wybrany Ijon Tichy i jemu to przypada misja zbadania całej, jakże niepokojącej sprawy. Zdradzę jeszcze tylko, że uda mu się rozwiązać zagadkę tego, co wydarzyło się na Księżycu, jednak na skutek trafienia laserem, pada on ofiarą kallotomii, czyli rozcięcia wielkiego spoidła łączącego obie półkule mózgowe. Tajemnica wydarzeń, jakich Tichy był świadkiem znajduje się w prawej półkuli mózgowej, z którą jednak nijak nie może się on dogadać. Na skutek tego, sporządzenie raportu informującego o sytuacji na Księżycu staje się niemożliwe, a niepokój rządów, ich wywiadów oraz kontrwywiadów, osiąga zawrotne wyżyny. Całość kończy się dość zaskakująco, ale bardzo pomysłowo, dlatego absolutnie nie zdradzę jak.

Osobiście uważam także, że na książkę możemy również patrzeć przez pryzmat zainteresowań Lema na zjawisko wspomnianej kallotomii. Po raz kolejny, bohaterowi powieści Lema stają do konfrontacji ze zjawiskami absolutnie nowymi, niecodziennymi, w obliczu których należy diametralnie zmodyfikować ramy naszego postrzegania świata. Kallotomia to kolejna metafizyczna zagwozdka, ale przedstawiona w sposób satyryczny, by nie rzec swojski (jak choćby, gdy prawa ręka Tichy’ego nie może dogadać się z lewą, co prowadzi do wybuchu kłótni, którą dość bezradnie próbuje przerwać sam Ijon).


O, zgwałcić Naturę, zgwałcić Los, siebie zgwałcić i zgwałcić Boga Najwyższego!

Temat: Akcja: Obywatel czyta << Wstecz 1 2 3 4[ 5 ] 6 7 8 9 10 11 12 13 14 Dalej >>
Forum | Forum zawiera 3492 wypowiedzi w 17 tematach.

Obecni:



(c) 2052-2067 www.wielkarzeczpospolita.net